Nic

Dar potrzebuje pustki.

Skądże mi to?
On, Bóg, nieskończenie wielki, oświetla naszą małość.
Tylko nicość może przyjąć wszystko.
Dar jest nim tylko wtedy, gdy jest kompletnie niezasłużony.
Miłość jest tym większa, im obdarowany bardziej na nią nie zasługuje.

Dziękuj Bogu, że wybrał tak marne „narzędzie”.

……………………………

Jak pogodzić taką wiarę z tym, że moja córka dorasta i poszukuje siebie…? Ma wiele talentów, zdobywa nagrody, chce studiować, osiągać sukcesy, ma swoje marzenia… Jak to pogodzić z tym, że duchowy rozwój człowieka wydaje się iść w poprzek temu wszystkiemu…?

Nie mam odpowiedzi prostej na pytanie tej Matki. Po ludzku – tak może to wyglądać. Sama pamiętam z młodości, jak rady i decyzje mojego Taty przyjmowałam jako ograniczenia mnie samej, moich marzeń, ale i moich ambicji. Nie umiałam sama rozróżniać, gdzie kończą się dobre ambicje, a gdzie zaczynają te, wygórowane, które wyrywają cię z twojej orbity i zaczynasz sięgać po nie-twoje owoce. Nie wiedziałam, że nie wszystkie moje marzenia podobne są do tych, które wymarzył dla mnie mój Ojciec niebieski, gdy obdarował mnie życiem. Nie umiałam zatrzymać się, by przyjrzeć się drodze, na którą wprowadziły mnie te moje marzenia, ambicje, plany…

Jeśli nie zdołasz nauczyć się słuchać swojego serca, tam, na głębinach gdzie mówi On, Duch święty – to samo życie cię ogołoci …

A więc jak to będzie z twoją córką? Sama żyj w obecności Boga i pomóż dziecku odkryć ten Głos w sercu, za którym chodzisz od lat. I niech wtedy idzie w życie, nie-sama.

Reklamy

Oblicze

Ja jestem chlebem żywym, który zstąpił z nieba. Jeśli kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki. Chlebem, który Ja dam, jest moje ciało za życie świata» J 6,51

O Ciało Jezusa rozbija się ludzki rozum.
Na takiego Boga, który w ciele podobny jest do człowieka, nie chce się zgodzić. Tak, jak szatan nie zgodził się na zamysł Boga, w którym Bóg zniża się, ogałaca z boskości i przyjmuje naturę ludzką.

Z miłości do człowieka, którego Bóg stworzył na Swój obraz, z miłości utkał jego duszę i ciało, dał mu Swoje tchnienie – życie.
Bóg zakochał się w człowieku tak bardzo, że podzielił się z nim miłością, Swoją istotą.

A Miłość Boga jest wolna. Jest dobrowolnym przylgnięciem.
I człowiek może Bogu powiedzieć NIE.

Szukam Twojego Oblicza Panie… 
I przeglądam się w lustrze, szukając podobieństwa. I nie widzę.

Blepo, theoreo, orao... Duch Ojca poprzez greckie słówka pomaga mi powoli odzyskiwać widzenie. U świętego Jana patrzenie, widzenie może być na trzech poziomach.

Blepo, widzę to co jest widoczne zmysłami.
Widzę białą okrągłą hostię, którą podnosi do góry kapłan podczas Eucharystii.

Theoreo, widzę coś jeszcze. Słowa kapłana dopowiadają mi to, co widzę. To jest Ciało moje… Co to znaczy? Jak to Ciało Chrystusa? W opłatku?! W kawałku białego jak śnieg pieczywa, który zaraz rozpuszcza się w moich ustach i nie pozostaje… nic?!

Orao, wierzę, że Ty jesteś Bogiem, który stał się Człowiekiem. Znałeś nasz głód Ciebie. I Twoje Słowa, które mają moc uzdrowienia, ocalenia i rozdawania tysiącom głodnych chleba, zmieniają chleb w Twoje Ciało. Patrzę i wierzę. I mówię: Oto mój Bóg!

Kto wyruszy w tę drogę? Kto zapragnie zobaczyć Oblicze Jezusa w kawałku chleba…? Kto zadziwi się słowami o życiu wiecznym, które otrzyma ten, kto zjadać Cię będzie…?

Twoje Słowo jest pokarmem dla duszy. Twoje Ciało i Krew, sprawiają, że stajemy się „krewnymi”, przemieniają wszystko i na końcu ktoś zawoła: podobny jesteś do Ojca!

 

 

Pragnienie

«Co chcecie, żebym wam uczynił?» Rzekli Mu: «Daj nam, żebyśmy w Twojej chwale siedzieli jeden po prawej, drugi po lewej Twojej stronie»

Piękne pragnienie dwóch braci, uczniów Jezusa, który właśnie tłumaczy wszystkim, że … idzie do Jerozolimy i tam zostanie zabity. A oni słuchają siebie i swoich pragnień, i chcą chwały już tu na ziemi. No bo, jak Mistrz powie: dobrze, gwarantuję wam dobre miejsca w niebie, to Jakub i Jan mają to, co chcieli – pozycję pośród apostołów.
A Jezus dzisiaj daje uczniom lekcję mądrości. Zapytany, mówi: to Ojciec wie, co jest dobre dla was, Ojciec da miejsce po mojej lewej i prawej stronie…

Dlaczego nie możemy słuchać dobrych pragnień naszego serca? Wszyscy wokół mówią nam: odkryj swoje pragnienia, idź za nimi, bądź sobą, realizuj się, pozwól sobie w końcu i idź za tym, co skrywałeś może dotąd, co jest zakopane gdzieś głęboko w sercu… Przecież właśnie tam, w sercu mieszka Bóg?

Nasze pragnienia, tak jak uczucia, myśli, działania są … niecałe, zdeformowane, zniekształcone od chwili, gdy demon powiedział: możesz sam być bogiem! I od tamtej chwili nasze pragnienia kręcą się wokół nas samych. Mylą się z potrzebami niezaspokojonymi, a każdy ma w sobie jakiś deficyt, jakiś życiowy brak. Wszyscy cierpimy na tę samą chorobę – nie wiemy, kim jesteśmy. Nie znamy naszej tożsamości. Cierpimy na chorobę sierocą.

Jestem niezauważony, niedoceniony, niespełniony, odrzucony i nie ważny. W ten brak wpada łatwa i atrakcyjna myśl: no to zrób coś, by cię zauważyli, realizuj się i zdobywaj!

A Jezus mówi inaczej: Ojciec wie, czego najbardziej ci potrzeba, On zna twoje pragnienia ale ma też Swoje pragnienia dla ciebie i one są dobre. Chciej je przyjąć. 

Ale jak mam wiedzieć, które pragnienia są od Boga? Jak rozdzielić je od moich, które owszem, widzę z czasem, że nie są czyste, proste i dobre…?

Jezus miał też swoje pragnienia. Na pewno nie chciał cierpieć i umrzeć na krzyżu. Wzdrygał się na myśl, że Jego ciało miało wejść w śmierć, która będzie oddzieleniem Go od Ojca. Ale w Ogrójcu dał nam kolejną lekcję: Nie jak ja chcę, ale jak Ty, Ojcze, niech się stanie…

Maryja miała swoje pragnienia. Ale słysząc pytanie anioła, rozpoznała w sercu pragnienie Boga dla Niej. Oto ja, czyń ze Mną co chcesz!

Słowo Boże zapisane w Biblii, którą przechowuje dla nas Kościół – jest drogą rozeznawania życia, także naszych i Bożych pragnień. Słowo to jest jak miecz, oddzieli i ukaże, oświetli i pozwoli w wolności przyjąć zaproszenie Ojca.

Ze względu na Mnie…

Kto pozostawi wszystko, ze względu na Mnie…

Co to jest wszystko?
Ojca, matkę, dom, pola, pozycję, majątek, talenty… wszystko!

A dla Kogo to wszystko?

Dla miłości.
Tej miłości, która zrodziła cię jak jutrzenka rosę.
Miłości, która jak rzeka wezbrała, by w końcu wylać się na brzegi.
Czysta, żywa, silniejsza niż noc, tańcząca, spokojna i pełna wdzięku.
W spotkaniu oczu zakochanych,
w spojrzeniu biedaka z Campo di Fiori…
Tej miłości, która błyszczy w oczach dzieci moich-nie-moich
W pragnieniach i szlochu niespełnionych pragnień
Miłości wiecznej, która wszystko przetrzyma
która nigdy się nie kończy
pokornej, cichej, niezauważonej
a jednak zauważanej przez tych, dla których
stała się przewodniczką
Miłości, która jedyna może napełnić serce
bogatego i bezdomnego tułacza
Miłości kobiety stojącej na progu lasu
czekającej na Nią
choć nie-tej
Miłości matki, rodzącej piąte dziecko
i cicho szepczącej – tylko bądź przy mnie!

Ona, ta miłość jest pierwsza.

Tajemnica

Tajemnica, nie zagadka.
Zagadka jest zimna, tajemnica – żywa.

Tajemnica odsłania się powoli, by światło nie poraziło oczu. Ktoś za nią jest. Ktoś, kto widzi cię i uważnie pochyla się dając tyle, ile zdołasz przyjąć. Czeka pokornie, aż otworzysz usta ze zdziwienia.

Tajemnica potrzebuje mojego zadziwienia. Jest jak szczelina, przez którą może wpaść promień.

Kolor Ducha św. to biel. Przy bieli widać piękno każdego innego koloru. Właściwie biel nie jest nawet kolorem. Biel jakby tylko służyła, pomagała, wydobywała, odsłaniała. Taka pokorna biel. Najbliższa światłu.

Tylko biel Ducha odsłoni Ojca i Syna. Tajemnica.

Ikona

Tak, jak zostaliśmy oszukani i zwiedzeni przez oczy, tak też przez oczy przyjdzie nasze ocalenie (o.Rainiero Cantalamessa).

Tak, jak przez oczy wchodzi do naszego serca cała brzydota tego świata, tak przez oczy może pojawić się znowu w nas, piękno. Jedną z dróg jest pisanie ikon.

IKONA choć z greki tłumaczy się jako obraz, to jednak zarezerwowana jest dla przedstawień świętych postaci lub scen biblijnych. Na lipową deskę nanosimy w ciszy i z cierpliwością, dziesiątki cienkich jak filmy, warstw farb temperowych. Zachowujemy starożytne techniki tworzenia kolorów, gruntowania deski czy zabezpieczania ikony. Ale praca nad ikoną to zaproszenie by zejść coraz głębiej, coraz głębiej… do swojego serca.

Kopiowanie rysunku na deskę z podlinników przechowywanych przez stulecia, a potem nakładanie farb ciemnych i widzisz, jak cała postać jakby schodziła w coraz większą ciemność. Najlepiej widać to na twarzy, gdy sankir pokrywa ją już całą, a potem, powoli, warstwa po warstwie, pociągasz pędzelkiem delikatnym, bo z włosia wiewiórki, i zaczyna się rozjaśniać. Ten moment to jak zmartwychwstanie. Gdy dojdziesz na sam szczyt, wtedy widzisz już światło spoza… To światło nanosimy sami, ale ono płynie ze środka postaci. Ikona skończona. Zobaczysz to w spojrzeniu postaci.

Czy każdy to widzi na ikonie? Nie wiem. Ale mogę coś powiedzieć o drodze spojrzenia. U św. Jana w Ewangelii mamy kilka słów, które określają widzenie, patrzenie. Jest blepo, które widzi to, co jest na zewnątrz i można uchwycić zmysłami. Jest stół, deska, pędzelki. Widzę to.

Inne patrzenie jest, gdy ktoś nagle wchodzi do sali, w której ludzie piszą ikony. Wchodzi, widzi osoby, mają na stole jakieś deski, trzymają pędzle, mieszają farby… Oo, coś tu się chyba dzieje…? – ci ludzie malują. To widzenie jest jak składanie puzzli, jest wiele elementów, ale złożone razem, ukazują coś, co przekracza już tylko pojedyncze kawałki obrazu. Grecy używali wtedy słowa theoreo.

Ale jest widzenie, które całkowicie cię przekracza. Dla chrześcijan, takie widzenie jest wiarą w Boga i Jego obecność w moim życiu. Widzę chleb i wino, a mówię: oto Ciało i Krew Jezusa Chrystusa!

Widzę też ikonę z wizerunkiem trzech aniołów siedzących przy stole, na którym w centralnym miejscu stoi kielich, a wszyscy przenikają się wzrokiem pełnym miłości – i rozpoznaję Trójcę Świętą. Orao, widzę i mówię: to jest Prawda! To JEST. I mogę zanurzyć się w tej Obecności, pozostać pod tym patrzeniem Boga na mnie. I to jest modlitwa.

Tak przed laty zobaczyłam w pewnej włoskiej wiosce w kościele, ikonę Jezusa Pantokratora. Zobaczyłam i padłam na kolana.

Boga można tylko adorować. I szukać Go w swoim sercu. Także pisząc kolejną i kolejną, i kolejną ikonę…

 

Miłość i kłamstwo

Przeczuwamy, że żyjemy w świecie pełnym kłamstwa i pozorów. A jesteśmy jak pająk tkający pajęczynę, który nie wie, że z każdą nitką staje się jej więźniem. Co jakiś czas widzimy jakiegoś szaleńca, który wyrywa się z tej matni i wyskakuje poza orbitę świata. Szczęściarz? Tak myślą ci, których życie toczy się jak śnieżna kula, zbierając po drodze wszystko, co napotka… aż roztrzaskają się o jakąś skałę.

(…) świat ich znienawidził za to, że nie są ze świata, jak i Ja nie jestem ze świata. Nie proszę, abyś ich zabrał ze świata, ale byś ich ustrzegł od złego (…) Uświęć ich w prawdzie. Słowo Twoje jest prawdą. 

To są słowa Jezusa zapisane przez św. Jana w czwartej Ewangelii. Poruszają mnie do głębi, bo słyszę, że chrześcijanie to nie skansen ogrodzony murem, zbiór doskonałych i czystych, a ten świat poza – cały zły. Jaką moc muszą mieć w sobie oni – ci od Jezusa – by iść w ten świat i wkalkulować, że zostaną zmieceni z niego na śmierć?

Ale za co mnie świat nienawidzi? I co to jest ten świat? Za jaką prawdę chrześcijanie dają się zabić?

Miłość jest niezniszczalna. Można ją oszukać, opluć, odrzucić, wyszydzić, wyśmiać, sprzedać, w końcu przybić do drewnianego pala, a ona… żyć będzie wiecznie. Bo jest wolna.

Takiej miłości szukamy pośród nas, tu w tym naszym świecie, i nie ma jej. Aż przestajemy powoli wierzyć w nią i tworzymy sobie idee miłości, iluzje, wyobrażenia i namiastki. Podskakujemy wciąż w górę by ogłosić – jestem! zobacz, jaki jestem mocny, jaki ważny i jak sobie świetnie radzę! Ale co jakiś czas dopada nas frustracja… Czy ktoś mnie widzi?! Czy mam już dużo lików na facebooku? Uff, zauważyli mnie, napisali o mnie, jestem dobry. I do pewnego czasu wierzymy w to całym sobą, bo jakiś doradca z boku wciąż cię utwierdza w tym. I to jest kłamstwo demona.

Bóg jest zły, oszukuje cię, zabrania ci, każe i ogranicza twoją wolność. Musisz sam zadbać o siebie, tylko ty możesz sobie pomóc, walcz, bądź najlepszy, zabezpiecz się na maksa, nie licz że inni chcą twojego dobra… Idąc za tymi słowami, staje się człowiek sierotą. Demon zrobił swoje. I wydaje się, że nie masz już Ojca, Abba, Tatusia.

Ale ja mam inne życie!

Stół dla mnie zastawiasz na oczach mych wrogów – woła psalmista (Ps 23)

Miłość jest niezniszczalna, niezatapialna, wieczna. Taką miłość wybieram i taka daje mi życie. Ta miłość przekracza śmierć i lęk przed nią. Nie boję się, że umrę na wieki i że robaki zjedzą moje ciało w grobie, a potem…nic! Taką obietnice, która już teraz, w tym naszym świecie, mi się spełnia. „Już, a jeszcze nie”.

To mi daje chrześcijaństwo. Nie boję się śmierci. Nie boję się odrzucenia. Nie boję się nieznaczenia w tym świecie, który jest też dla mnie. Mam tu swoje miejsce, bo wszystko należy do mojego Ojca! I Jego wybieram, i dobrowolnie chcę przylgnąć do tej miłości.

 

 

Jeśli Pan zechce…

Moje plany na przyszły rok. Moje cele do osiągnięcia. Chcę zrobić jutro to, czego nie udało mi się dzisiaj…

Zapyta ktoś, co w tym dziwnego? Trzeba mieć pragnienia, plany, chęci i realizować z wytrwałością, skutecznością cele, a potem uradować się nimi.
Dzisiaj, czytając zdanie z Listu św. Jakuba (4,15) zobaczyłam coś nowego i jednocześnie, istotowego dla mojego życia. Życia chrześcijanki. Fragment zdania brzmi: Jeżeli Pan zechce, i będziemy żyli, zrobimy to lub owo (…). 

Każde moje planowanie i każde działanie, poprzedzać Jeśli Pan zechce… Dlaczego? Bo to On jest pierwszy, On jest na początku każdej myśli, każdego dobra, każdego planu… On wie co jest najlepsze dla mnie. On widzi nie dzisiaj, ale całe moje serce i całe moje życie. I kiedy pamiętam o tym, to On faktycznie jest Panem mojego życia.

A gdy nie pamiętam, to ja staję się panią mojego życia. I niekoniecznie, pięknego życia.

Doradzałam wielu osobom, szkoliłam i towarzyszyłam im w rozwoju zawodowym i osobistym. Używaliśmy wielu narzędzi, które pomagały w stawianiu celów, porządkowaniu działań i ich skutecznej realizacji. Dzisiaj już tak nie chcę. Bo człowiek może stać się wtedy panem siebie, panem swojego życia.

I wszelkie poradniki samorealizacji, doskonalenia siebie, wzmacniania poczucia wartości i co tam jeszcze, stają się po prostu pustym kłamstwem, a doradcy przekłamują prawdziwy obraz człowieka i Boga, jeśli nie uwzględni się tego, że to Bóg zna najpiękniejszy i prawdziwy plan dla mnie.

Bo człowieka nie można zrozumieć bez Chrystusa – mówił do nas Jan Paweł II. I nie jest to tylko mądry cytat Papieża Polaka, ale głęboka, istotowa prawda. Bez Chrystusa nie zobaczymy, kim jesteśmy.

Czy zatem porzucić psychologów, psychoterapeutów, coachów, mentorów i innych życiowych doradców? Jak boli mnie ząb – idę do dentysty.  Jeśli mam emocjonalny nieporządek i napadają mnie jakieś omamy i zwidy… – skorzystam z porady psychologa, może nawet pójdę do psychiatry.

Ale nie u nich chcę szukać odpowiedzi na najgłębsze pytania o sens mojego istnienia, choć wielu chciałoby wejść w rolę Wszechmocnego.

Stawiam to pytanie, ale wolę iść za mądrzejszą radą: idź w stronę swojego serca, gdzie mieszka Bóg, który dał ci istnienie. Który widzi mnie całego, a nie w kawałku, tak jak widzi mnie drugi człowiek… Który nauczy miłować siebie samego, bo tylko On przyjmuje mnie całą, i taką, jaką jestem. Tylko Bóg umie kochać bezinteresownie na miarę pragnienia mojego serca. Tylko Jego miłość da mi poczucie wartości, która pozwoli mądrze i pięknie żyć.

Razem z Bogiem, z którym chcę budować miłosną więź, mogę odczytywać powoli plany na swoje życie i wspólnie radować się, gdy się spełniają. Z Nim moje życie staje się piękne.

Jak dziecko

Dlaczego dziecko ma być dla mnie, dorosłego, wzorem? Co ma dziecko, z czego ja już wyrosłam? I jak mam stać się na nowo dzieckiem…?

Bóg sprzeciwia się pysznym, pokornym zaś daje łaskę (Jk 4)

Bóg jest pierwszy. A ja, ani ty, nie jesteś Bogiem.
Na początku jest miłość Boga, a dopiero potem nasze miłości.
Bóg jest dobry, i tylko z Jego dobroci widzę, czuję, myślę, żyję.

Nie jestem Bogiem – oto pokora dla mnie.

Dziecko małe pamięta jeszcze Eden i pierwsze dwa rozdziały Księgi Rodzaju.

Gdy Adam i Ewa przechadzali się z Bogiem po ogrodzie i w Jego spojrzeniu miłującym żyli, rośli, kochali się nawzajem. Wszystko otrzymywali z ręki Ojca. Byli przejrzyści, pełni światła. Prości i otwarci na miłość, którą Bóg obdarowywał ich w każdej sekundzie. Życie w raju było piękne, a człowiek miał scalone serce.

Bóg zakochał się w człowieku bez pamięci, tak, że Cabasilas powie – szalona miłość Boga. Miłość, której cechą jest wolność.  Bez wolności, nie ma już miłości.

Tak, jak wiara w Boga jest dobrowolnym przylgnięciem.

Adam i Ewa byli wolni, jak dzieci. Taką miłość mamy zapisaną w sercu, na dnie. I takiej miłości szukamy. A dzieci mają jeszcze jej okruchy w sobie…

Matka

Była już bardzo słaba. Ręce z palcami wygiętymi, jak do modlitwy, z trudem utrzymywały paciorki różańca. Nie mogła już sama robić nic. Leżała nieruchoma. I wtedy przyszedł dzień, gdy wzięłam Mamę do siebie.

Umarła po prawie dwóch latach od tamtego dnia. Ostatnie dni Jej życia to było niebo. Łagodność Mamy, jej uśmiech delikatnie rysujący się na obolałej twarzy. Lubiłam patrzeć jak porusza niezauważalnie niemal wargami, wiem że całe jej istnienie stało się wtedy modlitwą. Obecność Mamy, której ciało stawało się z każdym dniem coraz bardziej przeźroczyste, było Obecnością Boga w moim domu.

Umarła pewnego ranka, tak cicho jakby nie chciała mnie obudzić… Jej duszę wziął na ręce anioł i zaprowadził – tak wierzę – do wszystkich, których całe życie kochała szaloną miłością. A w moim domu pozostał shalom. Pokój nie-z-tej-ziemi.

Taki prezent dostałam od Mamy, przyjmując Ją w swoim sercu.

Obok krzyża Jezusa stały: Matka Jego i siostra Matki Jego, Maria, żona Kleofasa, i Maria Magdalena. Kiedy więc Jezus ujrzał Matkę i stojącego obok Niej ucznia, którego miłował, rzekł do Matki: Niewiasto, oto syn Twój. Następnie rzekł do ucznia: Oto Matka twoja. I od tej godziny uczeń wziął Ją do siebie. (J 19,25-27)

Oddech

Pokój wam! Shalom.
Jesteś ocalony, jesteś scalony, jesteś tym, kim jesteś w sercu Ojca.
Przyjmij Pokój.

Ja was posyłam…
Z czym On posyła swoich uczniów uradowanych…?
Przyjmij miłość Boga, która umywa nogi, podnosi upadłych, zalęknionych, obolałych, odrzuconych…

Tchnął na nich…
Co to za tchnienie? Oddech, łyk powietrza, życie.
I poszerza się serce, że już nic nie jest takie samo. Wszystko staje się nowe.

Weźmijcie Ducha Świętego!
Przyjmijcie, proszę. On w was będzie mieszkał, działał, miłował, podnosił, przebaczał…

Przebaczenie – kolor miłości Boga.

Kto przebacza jest podobny do Boga.
Daje Pokój. Tchnienie. Miłość.

Czy miłujesz Mnie?

Miłość. To Osoba, nie wartość, idea czy uczucie.
To Osoba, Oblicze Ojca i Syna – Duch święty. Miłość, która jest Osobą. Żywą Osobą.

Jezus mówi do Piotra: ty pójdź za Mną!
Tylko za Osobą można pójść, zostawić wszystko i wszystkich, dać się odrzucić i zabić. Tylko idąc za Kimś można tak w życiu wybierać.

Z poszukiwań, pragnień i tęsknot wyłania się w końcu, jak z mgły, Osoba Jezusa. Ma zmysły jak ja, ma głos i mówi, jak ja, patrzy i słucha mnie, z delikatną uważnością, jakiej tak bardzo szukamy u ludzi. Jest jak ja, tak się zbliżyła, by nie przestraszyć mnie swoim duchowym pięknem i dobrocią. Zakochała się we mnie i chodzi za mną od początku, gdy życie powstało. Schyla się, by nie przesłaniać słońca, ukrywa się gdy cień schodzi z drzew, czuję Jej oddech.

Taka miłość mi się zdarzyła. W takim umiłowaniu skąpana jestem. W takim pięknie żyję i rosnę każdego dnia, każdej chwili, każdej sekundy mojego życia…

enthousiadzo…

To greckie słówko (przepraszam za brak „przytaków” koniecznych nad e, a i o) – enthousiadzo – może niektórym przywoływać nasze polskie słowo „entuzjazm”. I słusznie, ale czy chodzi tu tylko o zapał, siłę i radość?

Dlaczego przywołuję enthousiadzo? Bo człowiek wierzący to entuzjasta, czyli natchniony przez Boga, w ekstazie, w uniesieniu, gdyż jest w Ojcu i Synu, którzy go miłują odwieczną miłością. Jest zatem taki entuzjazm, który może nas opanować i który popycha nas do większej miłości. Matki do córki, pracownika do przełożonego, proboszcza do wikarego…

Idźmy dalej.
Co kryje się za natchnieniem Ducha świętego? Znowu sięgając do greki zobaczymy, że tak jak w polskim języku – oznacza ono wziąć tchnienie, jakby nowy łyk powietrza. Czy po to, by uzupełnić powietrze w płucach…?
Tu chodzi o ŻYCIE, które Duch święty daje nam zawsze, gdy o to prosimy. To nowe życie domaga się poszerzenia serca i popycha nas, by przekraczać siebie samego, by zrobić w końcu coś, co może latami w nas kiełkowało w pragnieniu, a teraz chce już wyjść na powierzchnię… Duch święty daje natchnienie i potrzebną odwagę, by pójść za tym, co nowe życie uformowało. I powstają wtedy w naszym życiu nowe, piękne rzeczy.

Takie bogactwo darów przynosi Duch święty.

On, zakochany w Ojcu i Synu, On który pragnie mnie wciągnąć w ten wir miłości, pokornie czeka bym pozwoliła, bym zaprosiła Go do mojego życia.  Jego delikatność i łagodność przemieni wszystko we mnie. Na obraz Jezusa.

Oddzielenie, jedność

Świat powstawał przez oddzielanie. Światła od ciemności, wód górnych od wód dolnych, ziemi od nieba… I człowiek jest odrębny. Na obraz Boga, ale nie jak-Bóg!

Oddzielanie, odrębność pozwala żyć.

Gdy następuje zmieszanie, wtedy powraca chaos i śmierć, bo życie w chaosie nie jest możliwe.

A jedność? Jest taka, jak życie – po prostu – darem.
Jak Jezus, który jest darem dla człowieka.
Jak Słowo, które oddziela od słów kłamstwa.
Jak Światło, które usuwa ciemności.
Jak Droga, która prowadzi do celu.
Jak Prawda, która wskazuje to, co JEST.

(…) Oni nie są ze świata, jak i Ja nie jestem ze świata.

 

Chwała, ciężar

«Ojcze, nadeszła godzina. Otocz swego Syna chwałą, aby Syn Ciebie nią otoczył i aby mocą władzy udzielonej Mu przez Ciebie nad każdym człowiekiem dał życie wieczne wszystkim tym, których Mu dałeś. A to jest życie wieczne: aby znali Ciebie, jedynego prawdziwego Boga, oraz Tego, którego posłałeś, Jezusa Chrystusa. Ja Ciebie otoczyłem chwałą na ziemi przez to, że wypełniłem dzieło, które Mi dałeś do wykonania. A teraz Ty, Ojcze, otocz Mnie u siebie tą chwałą, którą miałem u Ciebie pierwej, zanim świat powstał” (J 17,1-5)

Chwała – coż dzisiaj znaczy to słowo? Chwała bohaterom – brzmi jak archaizm. Raczej pozostała już tylko próżna chwała… która przemija jak podmuch wiatru.

Ale w Biblii, chwała, której nikt ani nic nie jest w stanie nam odebrać, oznacza wartość, jaką posiadam w oczach Boga. Dla Niego jestem cenna.

W języku hebrajskim kabod – to ciężar, wartość, jaką posiada osoba sama w sobie, jej wartość wewnętrzną.

Chwała Boża oznacza to, kim jest Bóg, który objawia się nam w blasku tego, co czyni. To piękno doskonałej miłości. Miłości, objawionej na krzyżu i w blasku Zmartwychwstania.

 

Ja Jestem, ale ty jesteś wolny

Jestem odpowiedzią na Słowo Boga. On mnie wymyślił i w chwili, gdy się „stałam” usłyszałam nad sobą: „żyj i rośnij”. To brzmi, jak delikatna prośba: chciej przyjąć życie i idź, ruszaj w drogę, która jest przed tobą. Ja jestem z tobą!

Jak Bóg JEST ze mną?

Przygniatająca obecność, siła sprawcza, naciskający ojciec albo nadopiekuńcza matka…? Jaki jest Bóg, który mnie wymyślił przed wiekami, podzielił się ze mną swoim życiem, które jest miłością, pozwalającą otworzyć oczy każdego ranka, wstać i ruszyć z miejsca, pracować, pisać wiersze, cieszyć się słońcem i deszczem, czuć radość z relacji i zdobywać góry…

(…) ujrzał Ducha Bożego zstępującego jak gołębicę i przychodzącego na Niego (Mt 3,16b).

I widzimy białego gołąbka i mówimy to jest Duch Boży, trzecia Osoba Trójcy Świętej. I wielu mówi: posłuchamy cię innym razem…

A wejściem w tajemnicę jest to słowo „jak”. Czytamy o św. Mateusza, że gdy Jezus został ochrzczony przez Jana w wodach Jordanu, wtedy Duch Boży zstąpił na Niego jak gołębica. To „jak” odsłania coś z istoty działania Ducha.

Gołębica zwykle ostro szybuje do gniazda, ale gdy doleci zatrzymuje się nisko, tuż nad pisklakami i swoimi skrzydełkami otacza je tak, że czują jej obecność, ale nie są przez nią przygniatane.

Czy to nie piękny obraz miłości? JESTEM ale ty jesteś WOLNY.

Usłyszałam kiedyś zdanie: Wiara to dobrowolne przylgnięcie. I to, że wolność jest konstytutywną cechą miłości. Bez wolności nie możemy mówić o miłości.

I taki jest mój Bóg!

 

 

Rozstanie

Nie zostawię was sierotami, powrócę do was i rozraduje się wasze serce. Znowu jednak was zobaczę, i rozraduje się serce wasze, a radości waszej nikt wam nie zdoła odebrać.
(J 14,18; 16,22)

Co to za radość, która rozraduje moje serce i której nikt nie jest w stanie mi zabrać… Gdzie jest jej źródło i kto może nasycić mnie taką radością, co żyje na głębinach mnie samej?

Pragniemy jej i jakbyśmy ją „znali”. Mieszka w nas i czasami, niczym uśpiona królewna ożywa i tańczy… Poeci wtedy układają strofy z doskonałych słów, a malarze zapominają się w kolorach. Tylko dziecko przeżywa te chwile … po prostu, dalej biegając po łące i goniąc motyle.

Pan Jezus mówi do swoich uczniów, że odchodzi. I będzie zabity w Wielki Piątek, i przyjdzie cisza Wielkie Soboty. I wydawać się będzie, że zostaliśmy sierotami.

Matka i ojciec dają mi tożsamość. Jestem ich dzieckiem.
Gdy Jezus odejdzie, możemy stracić grunt pod nogami i nie będziemy wiedzieli kim jesteśmy. Przy Nim, jestem dzieckiem. Ojca, do którego On idzie. Bez Jezusa – nie widzę już drogi, nie mam światła i życia w sobie… Mogę być wtedy, jak sierota.

Pascha Jezusa i moja. Jak matki, która nosząc pod sercem swoje dziecko przez dziewięć miesięcy, w chwili porodu wchodzi w ciemność, by dojść do światła. I potem nie pamięta już bólu. Wystarczą jej oczy dziecko. To spojrzenie wzajemne daje życie. I matce i narodzonemu. I tej radości nikt nie jest w stanie zabrać.

Jezus  daje mi słowo: nie zostawię was sierotami.  Duch, którego On nam obiecał, pokaże mi znowu Jego oblicze. Znowu Go zobaczę, choć świat będzie sądził, że to iluzja, bo przecież nic nie widać…

Ale ja wiem, że to światło już zabłysło i nic, ani nikt, nie jest w stanie mi go przysłonić ani zgasić. Jestem już po drugiej stronie. Po stronie życia.